FFS – full flight simulator – to ostatni, finalny etap szkolenia. Można go podzielić na dwa mniejsze cykle – sytuacje normalne (wdrażanie w praktykę SOP’u i wszystkich używanych „callout’ów”) oraz sytuacje awaryjne. Razem jest to 8 sesji symulatorowych po 3h (4 dla operacji normalnych, kolejne 4 dla awaryjnych). Let’s roll…

Dzień piętnasty
Wszystko zaczyna się w tzw. briefing roomie czy jak kto woli class roomie – malutkim pokoiku, gdzie do dyspozycji jest sporej wielkości plakat przedstawiający schematycznie kokpit A320, stół, krzesła, podręczniki i laptop. Poniżej można zobaczyć jak wygląda takie pomieszczenie (akurat na przykładzie 737NG):



Przed pierwszymi zajęciami na FFS omawia się wszelkie zasady bezpieczeństwa („BHP” wszędzie czlowieka dopadnie ;) ): awaryjne zatrzymanie symulatora, gaśnice, ewakujace, latarki. Następnie to co będzie się na konkretnej sesji robiło, w naszym wypadku (m.in):
- prezentacja w praktyce trybu normal law oraz jego zabezpieczeń (przed nadmierną prędkością, przechyłem, AOA, itp.)
- Kręgi z widocznością
- TCAS
- zawrót na pasie o 180 stopni
- przechwytywanie G/S od góry

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że część elementów ćwiczona była już na MFTD więc nie poświęca się im czasu na FFS (lub poświęca się go marginalną ilość). Kolejnym istotnym elementem, z którego trzeba sobie zdać sprawę to fakt, że każda z osób szkolących się (a w każdej sesji FFS są dwie osoby) wykonuje daną czynność jako PF (pilot lecący) oraz PNF (pilot nie lecący a monitorujący lot). Jest to konieczne, żeby każdy z pilotów przećwiczył obydwa scenariusze.
Pierwsza sesja na FFS to także możliwość skonfrontowania swoich wyobrażeń na temat chociażby zasad działania A320 z rzeczywistością. Sidestick (joystick, którym się steruje) chodzi bardzo płynnie, wymaga tylko delikatnych ruchów – A320 z początku wydaje się naprawdę czuły… Ale to po prostu chyba kwestia przyzwyczajenia. Po kilku minutach spędzonych w „arbuzie” człowiek szybko się do niego przyzwyczaja i docenia jego właściwości lotne oraz systemy wspomagające pilota w locie…
Szkolenie na FFS napięte jest do granic możliwości i najnormalniej w świecie gonią terminy, jedna załoga kończy sesję, druga zaraz zaczyna – i tak praktycznie przez cały czas. Po pierwszym dniu symulatora na dokładkę jest jeszcze bardzo dokladna prezentacja steru kierunku – głównie skupiająca się na jego ograniczeniach, efektywności działania, wytrzymałości, zasadach używania itp. Bardzo czuć tutaj wpływ katastrofy A300 American Airlines wynikającego właśnie z nieprawidłowego używania steru kierunku (efekt był taki, że ster po prostu fizycznie odłączył się od części samolotu, powodując kompletną utratę sterowności). Prezentacja zajęła ponad 1,5h i po pierwszym dniu praktycznych wrażeń można ją było uznać za… najzwyczajniej w świecie nudną ;-)