vlatanie blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 6.2009

    Demagogia

    1 komentarz

    Demagogia (podobnie do plotek) ma tę jedną przykrą cechę, że
    bardzo szybko i skutecznie się szerzy, natomiast odkręcić lub ją naprostować
    jest bardzo trudno (a czasem niestety okazuje się to już wręcz niemożliwe).
    Niesamowitą ilością mitów, wypaczeń i fobii obrosło niestety także wirtualne
    latanie. Co jest tego powodem ciężko powiedzieć, zaryzykuję w tym miejscu i napiszę,
    że jest to przejaw postaw wręcz „ksenofobicznych”.  Dyskusja między zwolennikami a przeciwnikami
    wirtualnego latania przypomina nieco sprzeczki pod tytułem „Airbus czy Boeing”
    i już z tego samego założenia widać, że jest bezcelowa i konsensusu raczej nie
    przyniesie.
    Podejście do vlatania jest skrajnie różne, tak samo jak i sposoby jego uprawiania.
    Często słychać głosy osób, które uruchomiły dowolny symulator (podchodząc
    oczywiście do niego z odgórnym, pesymistycznym nastawieniem), wybrały pierwszy
    lepszy samolot i ich wyrok był oczywisty – „przecież to jest do bani, o czym wy
    w ogóle mówicie?” Ich ocena nie dziwi ich samych (wszak rezultat jest zgodny z
    ich wcześniejszym założeniem), ba mnie samego jak i większość środowiska też
    nie. Dziwią mnie (a właściwie to śmieszą) dyskusje próbujące przyrównywać
    latanie wirtualne do realnego, bo to są tak naprawdę dwie różne rzeczy – i nikt,
    ale naprawdę nikt tego nie ukrywa! Trzeba w odpowiednich momentach potrafić
    rozróżnić co jest co, gdzie kończy się granica kompetencji jednej frakcji, a
    zaczyna drugiej.
    By móc czerpać jakąkolwiek przyjemność z wirtualnego latania trzeba niestety
    poznać cały temat symulatorów „od podszewki” i zadać sobie pytanie do czego ma
    nam to służyć. Podziwiania krajobrazów za oknem? Real. Czucia wibracji silnika
    i zapachu lotniczej nafty? Real. Odczuć fizycznych? Real. Zarabiania pieniędzy
    latając? Real. Poznawania mnóstwa różnego rodzaju samolotów? Uczenia się
    nawigacji? Oblatywania przeróżnego rodzaju procedur? Ćwiczenia sytuacji
    niestandardowych, awaryjnych? Nauce frazeologii i komunikacji lotniczej? Próbie
    „spraktykowania” właściwie dowolnej wiedzy teoretycznej? Spojrzenia na
    zagadnienia lotnictwa kompleksowo?
    Jak pewnie zauważyliście od pewnego momentu przestałem udzielać odpowiedzi,
    wniosek niech będzie dowolny dla każdego i zgodny z jego umysłem i sumieniem.
    Dopiero wiedząc co nas interesuje jesteśmy w stanie posunąć się o krok dalej i
    zacząć myśleć o symulacji i realizmie. No właśnie – realizm. Ulubiona wręcz
    broń przeciwników vlatania. Słusznie? I tak i nie.  Żaden, ale to żaden symulator (nawet warty
    parę ładnych milionów euro FFS) nie odda absolutnie wszystkich aspektów
    związanego z lotem i tego trzeba być świadomym – zawsze i wszędzie. Dlatego w
    mojej opinii realizm to rzecz względna i to, że jeden samolot w fsie nie
    zachowa się poprawnie w korku, nie będzie oznaczało, iż nie stanie się tak z
    innym.  Wszystko zależy od przygotowania
    zewnętrznego softu, umiejętności programistów, podejścia do tematu. Można
    zrobić samolot w do FSa w 2 dni, ale można również i np. w cztery lata z
    udziałem dziesiątek real pilotów, zaprzęgnięciem realnego symulatora (i
    możliwości jego użycia w dowolnym momencie) i pod patronatem linii lotniczej.
    Ten ostatni przypadek dotyczy akurat A320 robionego przez pewną firmę (by nie
    siać kryptoreklamy), a zaangażowany w projekt jest chociażby realny ośrodek
    szkolenia Jetblue ;) Czy naprawdę uważacie, że gdyby nie prawdziwa pasja i
    nadzieja na zrobienie czegoś tak autentycznego, na ile pozwalają na to warunki ( i ograniczenia domowych PC, których podkreślę
    raz jeszcze wszyscy zrównoważeni są świadomi!)
     ten sztab ludzi zaangażowałby się w taki
    projekt? Odpowiedź jest chyba oczywista.
    Kolejny ciekawy mit dotyczy sprzętu służącego do vlatania (osławiony już
    joystick :-) ) A kto bogatemu zabroni? 
    Stać cię, masz siły, miejsce i samozaparcie?  A to zbuduj sobie w domu kokpit!









    A jak zbudujesz, poświęcając na to pot, krew, łzy i dziesiątki tysięcy
    zielonych, to nawet piloci z Centrala mający okazje go przetestować będą pod
    wrażeniem możliwości. Jest to przykład wzięty z życia mojego Przyjaciela Jacka
    jak i jego Żony Edyty (która jest tak samo zakręcona na punkcie symulatora jak
    on sam ;). Oprócz pilotów liniowych gościł (i gości) u siebie całą masę
    chociażby pilotów turystycznych, którym „dawał taki wycisk”, że chyba zapamiętają
    go na długo. Reakcje? Zawsze (nie ważne czy padające ze strony pilota 737, C152
    czy motolotni) przewyższające wyobrażenia na temat tego, co można zrobić w
    domu. A dlaczego właśnie takie? Bo są to ludzie na tyle inteligentni, że są
    świadomi ograniczeń symulatorów, natomiast nie odbierają chociażby ich walorów
    edukacyjnych i o to do wszystkich (nawet i sceptyków) z tego miejsca apeluję –
    wszak łączy nas wszystkich jedna pasja.

     

    Po sześciu sesjach abnormal przyszła pora na jedną sesję LOFT. Jest to normalny lot, podczas którego zaplanowane są konkretne usterki – ot sprawdzenie nabytych umiejętności w praktyce.
    Do tego dochodzi jeszcze tzw. AWOPS, czyli all weather operations – tematyką są procedury niskiej widoczności CATII, CATIIIA i CATIIIB.
    Po tym wszystkim przychodzi pora na ostateczne potwierdzenie umiejętności w tzw. skill test. „Wylosowała” się mi utrata 2 systemów hydraulicznych, awaryjne zniżanie, windshear przy podejściu, ewakuacja i jeszcze pare innych rzeczy; słowem – było co robić. Po pozytywnej ocenie skill testu na ten moment szkolenie się kończy – dopóki, dopóty nie zaczną się praktyki w linii. Zanim trafią do nas pierwsze A320 konieczne będą jeszcze tzw. line training flights z instruktorami zakończone line checkiem i ostatecznym dopuszczeniem. Firma szuka kogoś kto mógłby takie line flights przeprowadzić ze swoimi instruktorami, plotki sugerują, że będzie to Wizzair.va – imho nie powinno to dziwić. Ale o tym dopiero za jakiś czas…

    Serdeczne podziękowania dla cpt. Piotra Śmietany za korektę merytoryczną i poświęcenie znacznej ilości czasu na wyszukanie i przepisanie swoich notatek ze szkolenia. Chapeau bas i owocnej pracy po przesiadce na 777!


    • RSS