Tych 9 dni stanowi wyraźny przeskok w szkoleniu – z czystej teorii na praktykę. Jak już miałem okazję wspomnieć odbywa się to na tzw. MFTD (Maitenance and Flight Training Device) – system ten opiera się na dotykowych wyświetlaczach – zyskuje na tym uniwersalność, przez co może symulować różne samoloty (np. A320 i A330). Dzięki MTFD można wcielić wszystkie standardowe procedury i czynności związane z lotem w praktykę – począwszy od skanowania kokpitu przed uruchomieniem samolotu, po rozdział czynności między załogą przy starcie i lądowaniu, kończąc na sytuacjach awaryjnych. W każdym momencie instruktor może zatrzymać symulację i omówić daną sytuację, poprawić ewentualne błedy itp. – jest to bardzo przydatne przed normalnymi sesjami symulatorowymi gdzie wszystko już zazwyczaj dzieje „płynnie” – bez przerw. Poniżej zdjęcie MFTD:

Oprócz zajęć na MFTD trzeba było dokończyć resztę teorii (CBT). Czternastego dnia ma miejsce egzamin teoretyczny (oral exam ;)), ktory jest warunkiem dopuszczenia do FFS (pełnoprawnego symulatora). Opłacało się przykładać do nauki – test dzięki temu nie sprawił żadnego problemu. Forma „egzaminu” również była dosyć przystępna: pomieszane pytania otwarte i zamknięte . Pytania otwarte wymagały najczęściej wypisania części składowych danego systemu, wyjaśnienia pojęć, rozwinięcie skrótów itp. Poszło gładko i dzięki temu droga do FFS była już całkowicie otwarta, tzn. można stwierdzić, że minimum wiedzy zostało przyswojone. Swoją drogą podczas powtarzania informacji do egzaminu (korzystając z opracowań pilotów, instruktorów itp.) wpadło mi w oko jedno ciekawe „pytanie”:

Was Bill Gates involved in the
Airbus flight computer software development?

 Let’s hope not

To tylko dla tych, którzy za wszelką cenę próbują udowodnić, że automatyzacja i komputeryzacja jest zła i niebezpieczna. Uwierzcie, że w rzeczywistości tak nie jest – to nie windows ;-)