To ostatni etap przed rozpoczęciem regularnego latania. Podzielony jest on na dwa dni: pierwszy to nauka tzw. walkaround czyli obchodu samolotu (wykonywanego przed każdym następnym sektorem, a więc pomiędzy lądowaniem a startem) oraz szkolne kręgi (6 tzw. touch and go, czyli lądowania i ponowny start bez zatrzymania). Dzień drugi to już niestety same papiery (zapoznanie się z całą dokumentacją jaką należy wypełniać podczas lotu i po nim).Dzień pierwszy rozpoczął się od spotkania na Stansted (EGSS) samych zainteresowanych (łącznie 5 osób), kapitana i safety pilota. Szczegółowo przedstawili oni plan dnia oraz przeprowadzili briefing. W związku z tym, że Stansted jest mimo wszystko tłocznym lotniskiem, same kręgi miały odbyć się na oddalonym na północny-zachód o blisko 100 mil lotnisku East Midlands (EGNX). Lotnisko to jest dosyć popularne jako ośrodek szkoleniowy w związku z tym w briefingu Jeppesena przewidziane są na tę okoliczność pewne restrykcje dotyczące kręgów szkoleniowych. Przy kręgach wykonywanych po północnej stronie należy omijać (czyli nie przelatywać nad nimi) dwie miejscowości, a właściwie wsie: Castle Doningon oraz Kegworth. Ta ostatnia znajduje się mniej więcej milę na północny-wschód od progu pasa 27. Jej [wsi] granicę na wschód wyznacza malutka rzeka Soar, która jest dobrym punktem orientacyjnym – dzięki niej wiadomo kiedy można rozpocząć najwcześniej trzeci i czwarty zakręt. 




Tak przygotowani ruszyliśmy na płytę i do samolotu. Służyć miał nam 737-800 o rejestracji EI-EKT:





Po rozpakowaniu i zostawieniu swoich gratów wyszliśmy na zewnątrz by odbyć walkaround z kapitanem (safety pilot w tym czasie przygotowywał samolot do lotu):





Normalny obchód zajmuje kilka minut, tego dnia natomiast dobre kilkadziesiąt. Nasz instruktor zwracał uwagę nawet na najdrobniejsze szczegóły, jednocześnie przekazując ciekawe informacje na zasadzie „co jest co i do czego służy”.





Twarzą w twarz z silnikiem CFM56-7B





Prawe główne podwozie. Jednym z elementów obchodu jest sprawdzenie, czy widoczny na zdjęciu amortyzator nie jest maksymalnie „wciśnięty”





Zbiorniki na płyn hydrauliczny (dla systemów A, B oraz zapasowego).










Po zakończeniu spaceru wróciliśmy do samolotu, gdzie między sobą wylosowaliśmy kolejność latania. Ostatni miał w ramach pocieszenia polecieć do East Midlands na jumpseatcie. Wypadło na mnie więc przynajmniej są zdjęcia ;-)





Tzw. pedestal podczas testu systemu przeciwpożarowego. Widoczne są również dwie plakietki (jedna z rejestracją samolotu, a druga świadcząca o tym, że samolot jest gotowy do operacji CATIII)
Lot do EGNX zajmuje ok. 25 minut więc po zajęciu poziomu 140 praktycznie od razu przyszła pora na zniżanie i podejście:





Pierwszy krąg w celach demonstracyjnych wykonują nasi instruktorzy po to, żebyśmy na spokojnie mogli zapoznać się z topografią terenu i przybliżonymi miejscami skrętów już „na żywo”.
Wychodzimy na prostą do pasa 27 (po prawej stronie ledwo widoczna rzeczka Soar):






Po pełnym lądowaniu i backtracku następuje zmiana miejsc i pierwsza osoba zaczyna zabawę. Wliczając, że jeden krąg trwa trochę ponad 5 minut a łączna ilość kręgów wynosi 30 oraz konieczność jednorazowego dotankowania, minęły prawie 3h zanim mogłem wgramolić się na prawy fotel. Sam schemat kręgu wygląda tak:





Newralgicznym punktem jest zdecydowanie moment zaraz po przyziemieniu, gdzie należy odpowiednio wytrymować samolot, zmniejszyć ustawienie klap do 5 oraz dwu-etapowo zwiększyć ciąg (początkowo ok. 60% N1, następnie ok. 90%). Oderwanie następuje przy przekroczeniu prędkości lądowania dla klap 30. Po starcie należy uważać by nie przestrzelić planowanej wysokości kręgu (2000ft AMSL). Zakręt na tzw. upwind był nieco opóźniony w stosunku do schematu ze względu na wspomnianą wieś Castle Doningon. Gdy tylko mijaliśmy jej granicę następował płynny zakręt na upwind a nastepnie na pozycję z wiatrem [downwind]. Po minięciu progu pasa należy włączyć stoper i biorąc poprawki na wiatr w odpowiednich momentach wypuszczać klapy i podwozie. Po upływie określonego czasu miał miejsce skręt na 3-4 zakręt, a na prostą wchodziliśmy tuż przed rzeką. Takie ułożenie kręgu maksymalnie skraca jego czas i podnosi efektywność. Oczywiście ze względów ruchowych nie zawsze można było lecieć w ten sposób. 6 kręgów minęło jak błyskawica i po pełnym hamowaniu czekała mnie znowu zamiana z safety pilotem, który zabrał nas z powrotem na Stansted.
Podejście do EGSS z oślepiającym słońcem:






Cała wyprawa zajęła 5h, ale był to ostatni etap na drodze do rozpoczęcia treningu na liniach (line training)…